Green Velo – relacja z trasy rowerowej Radosze – Białystok

1a

O Green Velo

            Wschodni Szlak Rowerowy Green Velo  prowadzi przez pięć województw we wschodniej Polsce, tj. województwo lubelskie, podlaskie, podkarpackie, świętokrzyskie i warmińsko-mazurskie. Trasa szlaku przebiega przez pięć parków narodowych. Cztery parki znajdują się w województwie podlaskim, tj. Wigierski Park Narodowy, Biebrzański Park Narodowy, Narwiański Park Narodowy oraz Białowieski Park Narodowy, natomiast w województwie lubelskim na szlaku znajduje się Roztoczański Park Narodowy. Trasa główna i lokalne odcinki łącznikowe mają łączną długość 2071 km. Jest to jeden z najdłuższych szlaków rowerowych w Polsce. Wzdłuż szlaku rowerowego wybudowano 228 miejsc obsługi rowerzystów (MOR). Green Velo stanowi połączenie miejscowości oraz obiektów o dużej wartości przyrodniczej, kulturowej i historycznej.

Pomysł i przygotowania

            Zaczęło się w zimowy wieczór podczas wygrzewania w saunie. Razem z kolegami zastanawialiśmy się jak w tym roku spędzić coroczny męski wypad w trakcie wakacji. Zazwyczaj było to na łódkach na mazurach, gdzie jechaliśmy na kilka dni. Tym razem jednak stwierdziliśmy, że formuła łódek się wyczerpała, bo przez kilka kolejnych lat już chyba całe mazury zobaczyliśmy. No i pojawił się pomysł kilkudniowej wycieczki rowerowej na trasie Green Velo. Żaden z nas tam nie był, co więcej nawet na rowerze więcej jak kilkanaście km nie przejechaliśmy. Pomysł zyskał aprobatę i zdecydowaliśmy się – jedziemy w czerwcu na Green Velo. Sprawdziliśmy nasze kalendarze i padło na termin 26-30 czerwca. No i się zaczęło… Z racji tego, że to nasz pierwszy taki wyjazd nie za bardzo wiedzieliśmy od czego zacząć. Poczytaliśmy trochę w internecie i zaczęły się przygotowania i zakupy sprzętu i akcesoriów niezbędnych na wyjazd. Kupiliśmy sakwy na bagażnik, jeden z nas zainwestował w przyczepkę, ale jak się później okazało nie był to najszczęśliwszy sposób i następnym razem jedzie z sakwami. Sakwy kupiliśmy sobie czeskiej firmy Arsenal – zarówno na bagażnik jak i pod ramę (dużą) oraz do telefonów komórkowych. Szczerze polecamy, bo się sprawdziły. Poza tym na wyjazd każdy miał po dwie dętki, oponę na wymianę (to akurat się nie przydało na szczęście), komplet kluczy imbusowych i inne, które mogły się przydać. Mieliśmy nawet kilka szprych na wymianę, chociaż z perspektywy czasu zastanawialiśmy się z uśmiechem na twarzy po co, bo i tak żaden z nas nie umiałby tego zmienić :). Jednemu z nas szprychy poszły, ale akurat w pobliżu Suwałk gdzie skorzystaliśmy z bardzo przyjaznego serwisu, ale o tym będzie jeszcze w dalszej części. Na wyposażeniu znalazła się także oczywiście pompka.  Wzięliśmy także kremy z filtrami UV, apteczkę. Jechaliśmy w 6 osób, czterech z nas wyruszyło na rowerach treningowych, a dwóch na MTB. Obydwa rodzaje dały radę, ale z perspektywy czasu chyba jednak lepszym rozwiązaniem na tą trasę wydaje się rower treningowy, chociaż teraz założylibyśmy trochę szersze opony. Te standardowe w trekingach na niektórych odcinkach leśnych nie do końca dawały radę i zdarzyło się, że kilka razy musieliśmy zsiąść z roweru i go pchać.

            Na kilka miesięcy przed wyprawą zdecydowaliśmy, że wyruszamy z Korsz, a do Korsz jedziemy PKP przez Olsztyn. Z mapą na stronie Green Velo ustaliliśmy sobie trasę i padło że kończymy ją w Białymstoku. Wyszło około 400 km. Tego samego wieczoru obdzwoniliśmy agroturystyki, w których mieliśmy zamiar nocować i zamówiliśmy sobie noclegi i wyżywienie. Szukaliśmy takich miejsc gdzie serwują posiłki i tylko pierwszy mieliśmy bez obiadokolacji i śniadania. Założyliśmy sobie na pierwsze trzy dni będziemy pedałowali po około 90 km, a dwa ostatnie po około 60 km.

Dzień 1 (środa 26 czerwca)

            Czas szybko zleciał i nadszedł oczekiwany dzień 26 czerwca. Dzień wyjazdu. Spotkaliśmy się na dworcu PKP w Ciechanowie skąd mieliśmy wyruszyć PKP do Olsztyna, a dalej do miejscowości Korsze. No i tutaj pojawił się pierwszy problem. Pociąg przyjechał z około godzinnym opóźnieniem. Niby niewiele, ale w Olsztynie czekała nas przesiadka do innego pociągu, który miał nas dowieść do miejscowości Korsze. Niestety na ten drugi pociąg nie zdążyliśmy. W tym momencie pojawił się problem. Nocleg mieliśmy w okolicach Gołdapi, 160 km od Olsztyna, a mieliśmy już południe. Trochę daleko jak na pierwszy dzień zważywszy, że prawie wszyscy do tej pory na rowerze w jeden dzień przejechaliśmy niewiele więcej jak 50 km. Po krótkiej analizie sytuacji udało się nam załadować na busa, który zawiózł nas Bartoszyc, stamtąd dzięki uprzejmości firmy Farbex, która ma tam market budowlany, busem dojechaliśmy do miejscowości Radosze i tutaj przed godziną 15:00 rozpoczęła się nasza przygoda z Green Velo. Do miejsca noclegu mieliśmy prawie 90 km. Upał straszny, na szczęście w okolicach Węgorzewa wykąpaliśmy się w jeziorze Mamry, zjedliśmy obiad i pojechaliśmy dalej w kierunku Gołdapi. Było tak gorąco, że marzyliśmy tylko o zimnym prysznicu. Niestety marzenia się spełniają, około 20 km przed Gołdapią dopadła nas straszna burza, byliśmy cali przemoczeni i na miejsce noclegu dotarliśmy około 22:00. Tam już czekał na nas bardzo miły gospodarz Bartosz, który przygotował pralnię i suszarnię, dzięki czemu na drugi dzień rano mogliśmy w czystych i suchych ubraniach ruszyć w dalszą drogę. Spaliśmy w miejscowości Kośmidry w agroturystyce Mazurski Staw. Przepiękne miejsce i bardzo mili ludzie.

 

Dzień 2 (czwartek 27 czerwca)

            W czwartek po zapakowaniu się wyruszyliśmy w dalszą drogę. Po kilku kilometrach zatrzymaliśmy się na Gołdapskim rynku na śniadanie. Posileni ruszyliśmy w kierunku mostów w Stańczykach. Po drodze zatrzymaliśmy się na posiłek regeneracyjny w przydrożnym sklepie, gdzie zaserwowaliśmy sobie konserwę turystyczną, metkę tatarską, bułkę i pomidora malinowego. Byliśmy tak głodni, że smakowało to niczym ośmiorniczki w restauracji Sowa i Przyjaciele 🙂 Malowniczą trasą dotarliśmy do miejscowości Stańczyki. Mosty w Stańczykach to dwa wiadukty kolejowe z lat 1917–1918, w powiecie gołdapskim, wpisane do rejestru zabytków nieruchomych województwa warmińsko-mazurskiego. Są to elementy nieczynnej infrastruktury linii kolejowej łączącej Gołdap z Żytkiejmami. Czasami nazywane Akweduktami Puszczy Rominckiej. Mosty należą do najwyższych w Polsce. Konstrukcja jest 5-przęsłowa, długości 180 m, wysokości do 36,5 m. Pod budowlami przepływa rzeka Błędzianka. Mosty zrobiły na nas duże wrażenie, ale czas gonił i musieliśmy ruszać dalej. Kolejnym punktem naszej wyprawy było trójgranicze – miejsce w którym stoi słup graniczny na styku granic Polski, Litwy i Rosji. Obejmując słup rękoma jednocześnie jest się w trzech państwach jednocześnie. Po krótkiej wizycie w Rosji i na Litwie opuściliśmy Podlasie i wjechaliśmy w urokliwe tereny Suwalszczyzny. Kierowaliśmy się wzdłuż jeziora Hańcza do miejscowości Ścibowo, gdzie czekała na nas kolacja i nocleg. Na miejsce dotarliśmy około 19:00 po prawie 90 km pedałowania w wyjątkowo trudnym terenie. Ten odcinek Green Velo okazał się dla nas najbardziej wymagający. Było dużo zjazdów i podjazdów. Jeden się kończył, to zaczynał się drugi i tak przez połowę trasy. Poza tym dużo jazdy przez las, szutry, jednym słowem wymagająca trasa szczególnie jak na rowery treningowe. Zmęczeni i głodni dotarliśmy do Ścibowa. Piękne gospodarstwo i kolejni życzliwi ludzie. Gospodyni przygotowała pyszną zupę grzybową i pieczeń, która w kilka chwil zniknęła z naszych talerzy. Mieszkaliśmy u Pani Grażyny – Ścibowo 6. Gorąco polecamy.

 

Dzień 3 (piątek 28 czerwca)

            Po pysznym śniadaniu u Pani Grażyny zapakowaliśmy sakwy na rower i ruszyliśmy w kierunku Suwałk. Trasa była bardzo przyjemna i na szczęście bez górek 🙂 Do Suwałk dojechaliśmy pięknym odcinkiem ścieżki rowerowej, która doprowadziła nas do samego centrum miasta. W Suwałkach dwa rowery musiały przejść serwis, na co niestety straciliśmy dobrze ponad godzinę. Przy okazji polecamy serwis i sklep rowerowy Raman przy ulicy Ogińskiego. Warto zapisać sobie ten adres, gdybyście jechali tą trasą na Green Velo i potrzebowali pomocy serwisantów. Właściciel Andrzej i jego pracownicy to bardzo pozytywni ludzie, którzy o rowerach wiedzą wszystko 🙂 Po wymianie szprych w jednym rowerów i przerzutek w drugim wyruszyliśmy dalej. Przez Wigierski Park Narodowy i dojechaliśmy do miejscowości Wigry, gdzie zwiedziliśmy Klasztor Pokamedulski. Klasztor Kamedułów w Wigrach położony jest w malowniczym zakątku Suwalszczyzny nad samym jeziorem Wigry, na wzgórzu z którego podziwialiśmy okolicę. Jednak widoki trzeba było zostawić i ruszyć dalej. Zatrzymaliśmy się jeszcze na kąpiel w rzecze Czarna Hańcza, która zachwycała bardzo czystą wodą, a dalej do Osady pod Lasem w miejscowości Płaska, gdzie dotarliśmy na kolację. Kolejne miejsce na nocleg, które warto polecić. W piątek łącznie zrobiliśmy około 90 km.

 

Dzień 4  (sobota 29 czerwca)

            Osada pod Lasem pożegnała nas śniadaniem i obraliśmy kurs na Augustów, gdzie spędziliśmy trochę czasu zatrzymując się na kawę i zwiedzanie miasta. Ten dzień był już mniej wymagający, bo do Dolistowa Starego, które tego dnia było naszym celem mieliśmy niecałe 60 km. A więc można powiedzieć, że to był już pikuś 🙂 Po drodze mijaliśmy wiele urokliwych miejsc i wzdłuż rzeki Biebrzy po południu dojechaliśmy do Agroturystyki Łosiek – przepiękne miejsce mające swój niepowtarzalny klimat. Jak już pisałem wszystkie miejsca noclegowe były bardzo fajne, ale Łosiek to zdecydowanie numer jeden 🙂 Lokalizacja Łosinka sprawia, że Jesteś bardzo blisko natury. Wystarczy tylko kilka kroków, aby stanąć u bram Biebrzańskiego Parku Narodowego. Na kilka słów zasługują także właściciele – Beta i Kuba. Kuba to zawodowy kucharz, który przygotował nam prawdziwy raj dla podniebienia, a Beata jest Licencjonowanym Przewodnikiem po Biebrzański Parku Narodowym, więc z radością opowie Wam o atrakcjach przyrodniczych, historycznych i kulturowych związanych z Biebrzańskim Parkiem Narodowym lub poprowadzi przez mokradła, lasy i ścieżki edukacyjne Parku. Zachęcam polubić ich stronę na FB, gdzie Beata zamieszcza rewelacyjne zdjęcia przyrody z Parku. Przegadaliśmy z nimi pół nocy, naprawdę wspaniali ludzie i cudowne miejsce z dala od cywilizacji.

 

Dzień 5 (niedziela 30 czerwca)

            Rano Kuba przygotował nam pyszną jajecznicę i rozpoczął się ostatni etap – do Białegostoku gdzie czekał pociąg, który miał nas zabrać do Warszawy, a dalej do Ciechanowa. Tutaj niestety już trzeba było zboczyć z Green Velo żeby wyrobić się z czasem, przez co jechało się normalnymi drogami, które doprowadziły do miejsca gdzie przygoda się zakończyła – do dworca PKP w Białymstoku…. Dalej koleją do Ciechanowa i mimo zmęczenia i zakwasów, które ustąpiły dopiero w środę szczęśliwi i zadowoleni dotarliśmy do domów w niedzielę wieczorem.

 

Podsumowanie

            Każdemu gorąco polecam tą trasę, jest bardzo malownicza i poza małymi wyjątkami dobrze przygotowana. Łącznie przejechaliśmy prawie 400 km i mimo zmęczenia wspomnienia z wyprawy są bardzo pozytywne. Mamy już zaliczoną część Green Velo, która przebiegała przez woj. warmińsko-mazurskie i podlaskie i za rok jedziemy dalej. Tym razem od Białegostoku na południe do Terespola…

            Jeżeli planujesz wyjazd na Green Velo i masz jakieś pytania lub wątpliwości pisz śmiało, podzielę się z Tobą swoim skromnym, ale jednak doświadczeniem 🙂

Czym się wspomagaliśmy podczas naszej  rowerowej przygody:

Iso Plus – https://www.dso.pl/olimp-iso-plus-700-g-p-4285.html – izotonik  w celu uzupełnienia witamin i minerałów

Carbo – https://www.dso.pl/activlab-carbomax-energy-power-1000-g-p-841.html – węglowodany żeby było trochę więcej energii

Alkagen – https://www.dso.pl/olimp-endurance-alkagen-120-kap-p-5944.html – redukcja zakwasów

Dodaj komentarz